TAJEMNICZY INCYDENT PRZED WYBORAMI
Z doniesień, które do mnie dotarły, wynika, że przed ostatnimi wyborami doszło do niezwykle niepokojącego zdarzenia. Kandydat na burmistrza, Krzysztof M., miał zostać zaatakowany fizycznie przez Joannę P., dyrektor miejscowego Ośrodka Kultury i Sportu. Samo to brzmi jak fikcja, ale relacje świadków – pracowników ośrodka – zdają się potwierdzać, że doszło do przemocy. Wyobrażacie to sobie? Środowisko, które z założenia ma łączyć ludzi przez kulturę i sport, staje się areną osobistego konfliktu na najwyższym szczeblu?
Pamiętam, jak mój dziadek, dawny samorządowiec, mawiał: „W małym mieście wszyscy wiedzą wszystko, ale nikt nic nie mówi głośno”. Tu jednak coś się przełamało. Sprawa została podobno zgłoszona na prochowickim komisariacie. I tu zaczyna się część, która niepokoi mnie najbardziej: milczenie. Według informacji, sprawa nie została należycie wyjaśniona, a cały incydent jakby rozmył się w policyjnych aktach.

CO TAK NAPRAWDĘ STALO ZA ATAKIEM? SPRAWA REMONTU ŚWIETLICY, KTÓRA PODZIELIŁA MIASTO
Aby zrozumieć emocje, które mogły doprowadzić do tej fizycznej konfrontacji, trzeba cofnąć się nieco w czasie i spojrzeć na sprawę, która od lat dzieliła lokalną społeczność – remont pewnej świetlicy. Pan Krzysztof M., jeszcze jako wójt sąsiednich Kwiatkowic, podjął się wyremontowania zaniedbanej świetlicy wiejskiej. Inicjatywa, z pozoru chwalebna i potrzebna, okazała się być politycznym minowym polem. Mieszkańcy doskonale pamiętają ten okres, pełen napiętych spotkań, gorących dyskusji i dwóch wyraźnych frontów. Z jednej strony stał pan Krzysztof z wizją odnowienia miejsca dla ludzi, z drugiej – urzędnicy i ich sojusznicy, którzy prawdopodobnie widzieli w tym działaniu naruszenie swoich stref wpływów lub niezgodną z ich wolą samodzielność. Ta świetlica stała się symbolem czegoś znacznie większego niż cegły i zaprawa – stała się symbolem walki o to, kto i jak kształtuje życie lokalnej wspólnoty. Konflikt o nią tlił się miesiącami, podsycany przez wzajemne oskarżenia i niechęć. W środowisku małomiasteczkowej polityki, gdzie każdy gest jest analizowany, a każde działanie ma swoją drugą dno, ten remont mógł być właśnie tą iskrą, która po długim czasie doprowadziła do wybuchu. To pokazuje, jak głęboko zakorzenione spory i osobiste urazy potrafią żyć własnym życiem, by w najmniej spodziewanym momencie wyjść na światło dzienne w najgorszej z możliwych form.

NIEPOKOJĄCY SCHEMAT MILCZENIA
Co ciekawe, nie jest to odosobniony przypadek. Podobno partner pani dyrektor również miał być zamieszany w atak na kobietę w Prochowicach. I znów – sprawa zgłoszona, a reakcja zerowa. Mówi się, że nie powstała nawet notatka policyjna. To rodzi trudne pytania. Kiedy mieszkańcy zaczynają wierzyć, że służby reagują wybiórczo, tracimy coś fundamentalnego: zaufanie do państwa prawa.

Przypomina mi to sytuację z mojego podwórka sprzed lat. Sąsiad regularnie niszczył ogrodzenie, a każda interwencja kończyła się obietnicą „zajmiemy się tym”. Nic się nie działo. W końcu ludzie przestali dzwonić, a problem rozwiązał się… dopiero, gdy sprawca się wyprowadził. W skali miasta taka bierność ma jednak znacznie poważniejsze konsekwencje. Stawia pod znakiem zapytania zasadę równości wobec prawa.

GDZIE JEST POLICJA? PYTANIA MIESZKAŃCÓW
Tym, co szczególnie bulwersuje mieszkańców, są codzienne, przyziemne problemy, które również zdają się przerastać prochowicką policję. Weźmy przykład świątecznych „Jelonków” skradzionych z ronda. Symbole miasta zniknęły, a sprawca pozostaje nieuchwytny. Kiedy lokalne media próbowały się skontaktować z komisariatem, by zaoferować pomoc w nagłośnieniu sprawy, podobno nie mogły się dodzwonić. Telefon był wyłączony.

To anegdota, która z jednej strony brzmi niemal komicznie, a z drugiej jest gorzką metaforą. Mieszkańcy płacą podatki, wybudowano nowy komisariat za miliony złotych, a podstawowe poczucie bezpieczeństwa i reakcji na łamanie prawa zdaje się ulatniać. Pytanie „za co bierzecie pieniądze?”,
które padło w relacji, jest krzykiem desperacji człowieka, który czuje się pozostawiony sam sobie.
MŁODZIEŻ, NUDY I WIELKA BEZRADNOŚĆ
Problem sięga jednak głębiej, poza polityczne spory i kradzieże dekoracji. Prawdziwą raną Prochowic jest, zdaniem wielu rodziców, sytuacja młodzieży. Opowieści o wieczornych zgromadzeniach pod szkołą SP1, gdzie małoletni mają spożywać alkohol i podobno zażywać substancje psychoaktywne, mrożą krew w żyłach.

Gdzie są Nauczyciele ? i Pani Dyrektor ?
Rozmawiałem ostatnio z matką dwójki nastolatków z tamtej okolicy. Mówiła ze łzami w oczach: „Moje dziecko pyta mnie, co ma robić po lekcjach. Klubów młodzieżowych prawie nie ma, zajęć sportowych brak, a ofertą domu kultury nie są zainteresowani. Mówią, że to nudne i nie dla nich. Boję się, że w tej pustce znajdą coś znacznie gorszego”. To nie jest głos jednej osoby. To zbiorowy krzyk o uwagę.
Rodzice rozkładają ręce. Widzą, że miasto ma problem, ale nie widzą systemowej walki z nim. Wspomnienia o rzekomym „nielegalnym kasynie” pod urzędem miasta, gdzie podobno kwitł handel narkotykami, tylko pogłębiają uczucie bezsilności. Jeśli te historie są prawdziwe, to czy dziwić się, że młodzi ludzie szukają wrażeń i ucieczki w zakazane substancje? Brak zajęć, brak nadzoru wieczorami i poczucie, że nikogo to nie obchodzi, to przepis na katastrofę.

POTRZEBUJEMY ODPOWIEDZI, NIE KŁÓTN
Podsumowując tę trudną historię, nie chcę ferować wyroków. Chcę zwrócić uwagę na coś ważniejszego. Prochowice, jak wiele małych miast, potrzebują dialogu, transparentności i przede wszystkim – działania służb, które będą stać na straży prawa każdego mieszkańca, bez względu na nazwisko czy stanowisko.
Sprawa rzekomego ataku na kandydata, milczenie w innych dochodzeniach, kradzież „Jelonków” i problem młodzieży na murku – to wszystko są symptomy. Symptomy kryzysu zaufania, komunikacji i poczucia bezpieczeństwa. Miasto nie może być areną osobistych wojen. Mieszkańcy zasługują na spokój, na kulturę, która łączy, na policję, która reaguje, i na miejsca, gdzie ich dzieci mogą bezpiecznie się rozwijać.
Pytania wiszą w powietrzu. Czy sprawy karne są umarzane pod czyjąś presją? Dlaczego podstawowe problemy społeczne nie znajdują rozwiązania? Kto w końcu weźmie odpowiedzialność za młode pokolenie? Czekam na dzień, kiedy głównymi wiadomościami z Prochowic będą otwarcie nowego klubu młodzieżowego, reportaż o skutecznej policyjnej interwencji czy relacja z wspólnego, miejskiego święta. Bo na to właśnie zasługują jego mieszkańcy.
ZAKUP OZEMPIKU ZA PIENIĄDZE Z BUDŻETU POKIS ?
Pani Dyrektor jest uzależniona ? od owianego złą sławą „OZEMPIKU” ?
Przed kuracją użytego OZEMPIKU ?

Po odbytej kuracji z OZEMPIKIEM ?

foto: facebook: joanny palińskiej
Autor: Roman Lipiec
Źródło: prochowice.tv Foto: prochowice.tv


















0 Comments