Czy kiedykolwiek miałeś wrażenie, że twoje miasto przypomina jeden wielki plac budowy, z którego nikt nie wie, jak się wydostać? Mieszkańcy Prochowic znają to uczucie aż za dobrze. Spokojne życie w naszym miasteczku ostatnio zamieniło się w prawdziwy tor przeszkód, a centralnym punktem tego zamieszania jest remont ulicy Pocztowej. Codzienne dojazdy do pracy, odwożenie dzieci do szkoły czy nawet zwykły wyjazd po zakupy stały się wyprawą pełną stresu i niepewności. Pytanie, które dziś wisi w powietrzu, jest proste: kto tak naprawdę odpowiada za ten komunikacyjny chaos i dlaczego nikt z tym nic nie robi?

PRAWDZIWE HISTORIE Z PROCHOWICKICH DRÓG
Opowiem wam sytuację, która wydarzyła się w zeszłym tygodniu. Stałem na przystanku pod Szkołą Podstawową numer 2, czekając na autobus. Zamiast pojazdu, który zwykle zawiezie mnie pod sam rynek, zobaczyłem, jak autobus zatrzymuje się daleko od swojego standardowego miejsca. Kierowca otworzył drzwi i głośno oznajmił: „Wysadzam tutaj, do rynku nie jadę. Wszystko rozkopane, zero oznaczeń, nie da się przejechać”. Ludzie, w tym starsze osoby i matki z małymi dziećmi, musieli wysiąść i pokonać kilkaset metrów pieszo, przedzierając się między błotnistymi poboczami i niespodziewanymi dziurami w jezdni. To nie jest odosobniony przypadek. Słyszę podobne relacje od sąsiadów niemal codziennie. Kierowcy komunikacji miejskiej, zwykle cierpliwi i profesjonalni, otwarcie mówią, że boją się wjeżdżać w niektóre rejony miasta. Brak odpowiednich znaków, słabe zabezpieczenie placów budowy i brak jakiejkolwiek sensownej informacji dla mieszkańców to standard.

LEGENDARNE RONDO, CZYLI DROGA PRZEZ MĘKĘ
Jeśli myśleliście, że ulica Pocztowa to jedyny problem, to muszę was rozczarować. Wspomnienie prochowickiego ronda wywołuje u wielu kierowców gęsią skórkę. Projekt, który miał usprawnić ruch, zamienił się w istny koszmar. Autobusy, zwłaszcza te dłuższe, nie mieszczą się w jego geometrycznych ramach, co prowadzi do niebezpiecznych sytuacji i blokowania ruchu. Widziałem na własne oczy, jak kierowca autobusu musiał wykonywać manewry niczym przy parkowaniu tirów, żeby bezpiecznie pokonać to miejsce. Pytanie „kto zaakceptował taki projekt?” wisi w powietrzu, a odpowiedzi jak nie było, tak nie ma. Mieszkańcy zastanawiają się, czy przy planowaniu tego skrzyżowania ktokolwiek wziął pod uwagę realny ruch i wielkość pojazdów, które muszą je codziennie pokonywać.

Mieszkańcy mają już dość prywatnego folwarku Pani Burmistrz Alicji S – WSTYD!
GŁOSY Z URZĘDU I PYTANIA O KOMPETENCJE
Coraz głośniej mówi się o tym, że problem leży znacznie głębiej niż w samym złym wykonaniu robót. Z rozmów z osobami, które chcą pozostać anonimowe, ale dobrze znają kulisy urzędu miasta, wyłania się niepokojący obraz. Pojawiają się sugestie o przetargach, które mogły być „ustawione”, oraz decyzjach podejmowanych pod kątem wąskiej grupy interesów, a nie dobra wspólnego mieszkańców. To rodzi fundamentalne pytanie: czy włodarze naszego miasta, na czele z panią burmistrz Alicją S., zatrudniają odpowiednich, kompetentnych ludzi do zarządzania tak kluczowymi inwestycjami? Remont drogi to nie jest zabawa klockami. To poważna operacja, która wymaga precyzyjnego planowania, nadzoru i transparentnej komunikacji z mieszkańcami. Niestety, w Prochowicach widzimy obecnie brak wszystkich tych elementów.

CO MOŻE ZROBIĆ ZWYKŁY MIESZKAŃEC?
W takiej sytuacji łatwo popaść w frustrację i bezradność. Jednak są rzeczy, które możemy zrobić. Po pierwsze, dokumentujmy. Jeśli widzisz nieprawidłowo zabezpieczony plac budowy, brak znaków czy inne zagrożenie, zrób zdjęcie. Po drugie, zgłaszajmy. Oficjalne pisma, maile do urzędu miasta, zapytania radnych – każda formalna skarga zostaje odnotowana i zwiększa presję. Po trzecie, rozmawiajmy ze sobą. Wymieniajmy się informacjami w lokalnych grupach, pytajmy sąsiadów. Wspólny głos społeczności jest zawsze silniejszy niż pojedyncze narzekanie. Pamiętam, jak kilka lat temu podobna mobilność mieszkańców w sprawie niebezpiecznego skrzyżowania doprowadziła do zainstalowania tam dodatkowego znaku. To działa.
Ostatecznie, remont ulicy Pocztowej i kwestia odpowiedzialności za cały bałagan to nie tylko problem dziurawej nawierzchni. To test na dojrzałość samorządu, na transparentność władzy i na szacunek dla obywatela, który płaci podatki i ma prawo oczekiwać, że będą one wydawane mądrze. Mieszkańcy Prochowic zasługują na konkretne odpowiedzi i na konkretne działania. Czas, aby ci, którzy odpowiadają za ten projekt, wyszli z cienia i wzięli odpowiedzialność za stworzoną sytuację. Inaczej zaufanie społeczne, które i tak jest nadwyrężone, rozsypie się całkowicie jak niefortunnie wylany asfalt.
Autor: Roman Lipiec & Grzegorz $^#%&#@%
Źródło: Anonymous Polska, prochowice.com – facebook Foto: facebook – Gmiana Prochowice


















Na sesjach rady gminy nie raz poruszałem temat przejścia do sklepu dino na Jaworowskiej jak tam się dostać nie ma przejścia dla pieszych odpowiedź burmistrz proszę samemu interweniować w sieci dino
Na sesjach rady gminy nie raz poruszałem temat przejścia do sklepu dino na Jaworowskiej jak tam się dostać nie ma przejścia dla pieszych odpowiedź burmistrz proszę samemu interweniować w sieci dino