Czy w naszym małym, spokojnym mieście dzieje się coś, o czym boimy się nawet głośno mówić? Czy te wszystkie szepty na ulicach, półsłówka w sklepach i gorączkowe komentarze na lokalnych portalach mają solidne podstawy? Sprawa przydziałów mieszkań komunalnych w Prochowicach przestaje być zwykłą miejską plotką, a zaczyna przypominać ciemny kryminał, w którym główną rolę grają władza, tajemnicze układy i zwykli ludzie, którzy czują się oszukani. Postanowiłem przyjrzeć się tej historii bliżej, a to, co odkryłem, mrozi krew w żyłach.

fot. Zdjęcia Piotr Krzyżanowski
DZIWNA SPRAWA Z LISTĄ, KTÓREJ NIE BYŁO
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jesteście od czterech lat na samym szczycie oficjalnej listy oczekujących na mieszkanie komunalne. Wasza sytuacja życiowa jest trudna, nad głową wisi egzekucja komornicza, a każdy dzień to walka o godne schronienie dla waszej rodziny. Logika podpowiada, że gdy tylko gmina ma wolny lokal, to właśnie do was zadzwonią. Tymczasem mijają miesiące, a potem lata ciszy. Właśnie z taką historią zwróciła się do nas mieszkanka Prochowic, prosząc o zachowanie anonimowości. Jej relacja jest wstrząsająca.
Gdy miasto wyremontowało stary budynek przychodni, tworząc w nim nowe, piękne mieszkania komunalne, nasza bohaterka poczuła nadzieję. W końcu to właśnie na taki moment czekała przez te wszystkie lata. Postanowiła więc pójść do źródła – umówiła się na osobistą rozmowę z samą panią burmistrz Alicją S. Opowiedziała o swoim trudnym położeniu, o dzieciach, o niepewności jutra. W odpowiedzi usłyszała suchą informację, że „nie ma jeszcze żadnej listy” i że musi cierpliwie czekać na uruchomienie procedury. Brzmi znajomo? Wiele osób pewnie słyszało podobne zapewnienia.

fot. Zdjęcia Piotr Krzyżanowski
TAJEMNICZE WIZYTY I OBIETNICE SPRZED LAT
Jednak życie potoczyło się zupełnie inaczej, niż obiecywały urzędowe słowa. Zaledwie miesiąc przed tą rozmową, znajomy narzeczonego naszej rozmówczyni pochwalił się zupełnie inną wiedzą. Mówił wprost: „Idę na przychodnię sprawdzić, czy mi dobrze mieszkanie remontują”. I faktycznie – ten pan wkrótce wprowadził się do jednego z tych nowych, wyremontowanych lokali. Pojawia się więc pytanie, na które nikt w urzędzie nie chce odpowiedzieć: skoro oficjalnie nie było żadnej listy, skąd ta osoba wiedziała, że to właśnie jej przydzielono mieszkanie? To tak, jakbyście przyszli odebrać kluczyki do samochodu, którego nikt wam – przynajmniej w oficjalnych rejestrach – nie sprzedał.
To nie był odosobniony przypadek. Inna lokatorka, która również zamieszkała w tym budynku, w prywatnej rozmowie wyznała, że dostała mieszkanie, ponieważ pani burmistrz „kiedyś jej to obiecała”. Czyli mamy do czynienia z jakimś systemem równoległym? Z jedną, jawną kolejką, której zasady zna każdy, i drugą, tajną, działającą w oparciu o znajomości, obietnice i niejasne układy? To brzmi jak scenariusz kiepskiego filmu, ale niestety, to rzeczywistość Prochowic. Podczas gdy osoba z pierwszego miejsca oficjalnej listy czekała, mieszkania trafiały do osób, które wiedziały o nich z wyprzedzeniem lub miały „obiecane” łaski.
MELINA DLA RODZINY ZAMIAST GODNEGO MIESZKANIA
Historia naszej rozmówczyni ma gorzki, ale przewidywalny finał. W końcu otrzymała propozycję od gminy. Nie było to jednak wymarzone mieszkanie w nowym budynku. Otrzymała ofertę… starej kamienicy przy ulicy Pocztowej. Pierwszy lokal miał może 15 metrów kwadratowych i nie posiadał łazienki – toaletę trzeba było dzielić z innymi lokatorami korytarza. Kolejna propozycja z tego samego budynku była nieco większa, ale również pozbawiona kuchni i łazienki. Opisując jego stan, nasza bohaterka użyła słowa „melina”. Ja, widząc zdjęcia, które mi pokazała, nie mam wątpliwości – to miejsce zupełnie nieodpowiednie dla jednej osoby, a co dopiero dla pięcioosobowej rodziny.
Mimo wszystko, pod groźbą komornika, musiała tę propozycję przyjąć. Ale tu pojawia się kolejny szokujący szczegół – mieszkania w tym stanie nie dało się faktycznie zamieszkać. Zamiast wprowadzić się do przydzielonego przez gminę lokalu, cała rodzina przez rok żyła w ścisku u teściowej, czekając na cud, który nie nadchodził. Ostatecznie, zrezygnowana i pozbawiona wiary w sprawiedliwość, wynajęła piękne, prywatne mieszkanie… poza granicami gminy Prochowice. To wymowne. Gmina straciła nie tylko lokatora, ale przede wszystkim zaufanie obywatelki.

fot. Zdjęcia Piotr Krzyżanowski
CO DALEJ Z PROCHOWICAMI? REFLEKSJE NA KONIEC
Ta historia to nie tylko opowieść o jednej rodzinie. To sygnał alarmowy dla całej społeczności. Jeśli system przydziału mieszkań, który powinien być transparentny i sprawiedliwy, opiera się na układach i „obietnicach”, to znaczy, że coś jest głęboko nie tak. Ludzie zaczynają się bać. Boją się mówić, boją się pytać, boją się, że jeśli staną na drodze niewłaściwej osobie, to nigdy nie dostaną pomocy, na którą mają prawo.
Pamiętam, jak mój dziadek, który był urzędnikiem za dawnych lat, mawiał: „Zaufanie do władzy buduje się małymi, uczciwymi decyzjami, a traci jednym skandalem”. W Prochowicach widzimy, jak to zaufanie kruszy się w oczach. Co możemy zrobić? Przede wszystkim nie milczeć. Domagać się jawności procedur, publicznego ogłaszania list i ich aktualizacji, klarownych kryteriów przyznawania lokali. Mieszkanie to nie przywilej, to podstawowa potrzeba, a dostęp do niego nie może zależeć od tego, kogo się zna.

fot. Zdjęcia Piotr Krzyżanowski
Nasza anonimowa rozmówczynia podsumowała to krótko: „Uciekłam od tej zakłamanej gminy”. Smutne, że to są słowa osoby, która po prostu chciała godnie mieszkać ze swoją rodziną w mieście, które powinno być jej domem. Czy pani burmistrz Alicja S. odpowie na te zarzuty? Czy sprawa tajemniczych przydziałów zostanie wyjaśniona? Całe Prochowice czeka na odpowiedź. A my będziemy tę sprawę obserwować i o niej przypominać. Bo czasami najgłośniej trzeba mówić właśnie w swoim własnym podwórku.
Autor: Roman Lipiec & Grzegorz $^#%&#@%
Źródło: Anonymous Polska, prochowice.com – facebook Foto: legnica.naszemiasto.pl, fot. Zdjęcia Piotr Krzyżanowski


















0 Comments